Zamiłowanie hollywoodzkich elit do łamania praw kobiet i dzieci nie słabnie. Dziś przyjrzymy się akcji "Protect the dolls" ("Chrońmy lalki") z połowy roku 2025.
W trakcie przygotowań do swojego lutowego pokazu w ramach London Fashion Week, amerykański projektant mody Conner Ives zapisał sobie w notatkach, żeby zrobić "T-shirt z przekazem". Wobec faktu, że w ostatnich dniach najbardziej poruszyły go dekrety Donalda Trumpa dotyczące dwóch płci i dostępu do blokerów dojrzewania, Ives postanowił wesprzeć społeczność osób transpłciowych. A dokładnie: "lalki", czyli prezentujących się ultrakobieco mężczyzn uważających się za kobiety. Mężczyźni tacy stanowią absolutną mniejszość w ramach tej społeczności, ponieważ na wygląd "lalki" składają się androgyniczna uroda i skrajna młodość, a w optymalnych wypadkach także dostęp do blokerów dojrzewania oraz chirurgii plastycznej.
Tak powstał slogan PROTECT THE DOLLS ("Chrońmy lalki"), który Ives zaprezentował na tanim białym podkoszulku, w którym wyszedł na wybieg pod koniec pokazu. Elity były zachwycone. Posypały się zamówienia na t-shirty, kosztujące ok. 99 USD, z których cały dochód przekazywany jest na organizacje wspierające osoby trans w tym trudnym czasie (czyli dbające o przypływ nowych "lalek").
W t-shircie Ivesa prezentowali się od tego czasu Troye Sivan, Pedro Pascal (mający brata-"lalkę", Luxa), Tilda Swinton oraz Madonna (która swego czasu inspirowała się "lalkami" w choreografii wykorzystanej w teledysku do piosenki "Vogue"). Nowa fala ich popularności nadeszła po orzeczeniu brytyjskiego Sądu Najwyższego, dotyczącym definicji płci jako stricte biologicznej, jak w Ustawie Równościowej z 2010. Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii, tak samo jak Donald Trump, nie uznali "kobiecości" "lalek".
Pozostaje tylko zastanowić się, dlaczego w oczach elit Hollywood druga, zdecydowanie większa część społeczności męskich transseksualistów, takich bez choćby pozoru tzw. passingu, zwanych "Bricks" ("Cegły") nie zasługuje na osobny t-shirt. Czyżby to była ta słynna transfobia?